Forum BESKIDZKIE FORUM Strona Główna


BESKIDZKIE FORUM
"Tak mnie ciągnie do gór..."
Odpowiedz do tematu
Pudelek
Ogarniacz kuwety

Dołączył: 10 Lis 2006
Posty: 5794
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Oberschlesien, Kreis Nikolei und Kreis Oppeln

pora (nareszcie) na ostatni odcinek bułgarski, a przedostatni z cyklu całego wyjazdu Wink

Jako wisienka na bułgarskim torcie przyszła stolica - miasto, które ma bardzo nieciekawą opinię w sieci. Czytając różnego rodzaju fora można odnieść wrażenie, że to niemal najbardziej szkaradny kompleks miejski pod słońcem, chlew, brud, syf i pijany architekt. Przezwyciężyłem jednak strach i pojechałem to z Tyrnowa pięknie położoną autostradą A2 - wśród gór, mostów i tuneli (podejrzewam, że w Polsce czegoś takiego nie dałoby się wybudować, biorąc pod uwagę, że największym sukcesem jest śmieszny tunel Emilia - całe 600 metrów...)

Znalezienie tanich noclegów w Sofii graniczy z cudem - wybór padł więcej znowu na hostel z tej samej sieci, co w Welikim Tyrnowie. Po raz drugi na wyjeździe użyłem GPS-a - w okolice hostelu zaprowadził wprawdzie sprawnie, ale potem krążyłem w kółko wypatrując stosownej tablicy. W końcu znalazłem ją... przy metalowej bramie.


Hostel mieści się w zabytkowym zajeździe z XIX wieku, który cudem ocalał zawieruchy historii i dzisiaj jest otoczony wysokimi blokami.



Obsługa sympatyczna, choć każdego turystę traktują jak potencjalnego idiotę, opowiadając o rzeczach oczywistych. Wydają się też oderwani od rzeczywistości reszty kraju - np. nie umieli uwierzyć, że poza Sofią znalezienie supermarketu jest jakimkolwiek problemem...

Budynek hostelu fajny, ale współgoście już nie. O ile do Tyrnowa trafiali turyści, którzy musieli się trochę namęczyć, aby tam dotrzeć, o tyle tutaj dominują "buntownicy" w stylu: wsiąść rano w samolot, wylądować w Sofii, dotrzeć taksówką z lotniska i już my som backpapersi. Generalnie większość spędza dzień na 1) piciu piwska (to akurat rozumiem), 2) wypalania paczki fajek na godzinę, 3) siedzenia na ryjoksiążce, 4) głośnym rozmowach o dupie maryny, drąc się na całą okolicę. Wieczorem współlokator bardzo się dziwił, że nie chcemy iść z nimi na dyskotekę - "no jak to, być w Sofii i nie pójść do klubu?". Część wizytujących (głównie kretynki z Niemiec) chyba chciały pokazać jak to bardzo są wyluzowane i przez większość nocy wrzeszczały przed wejściem do hostelu, mimo, że obsługa kilkukrotnie prosiła, aby zamknęły jadaczki, bo jest cisza nocna, okoliczni mieszkańcy chcą spać i przez takie jak one grozi hostelowi zamknięcie. "A kto mi, k...a, zabroni, płaciłam to robię co chcę?!".

Pora opuścić debili z hostelu i udać się na ulice Sofii... No cóż, niewątpliwie nie jest to druga Praga, Budapeszt, Tallin czy chociażby Kraków.


Przesadą jest jednak ciągłe wspominanie o brzydocie - moim zdaniem centrum nie jest szpetniejsze od centrum Warszawy. Zaskoczyły mnie pozytywnie dwie rzeczy - niemal brak największego dziadostwa polskich miast - wielopowierzchniowych reklam oraz stosunkowo płynny ruch (o godzinie 15-tej nie stałem nigdzie dłużej niż kilka minut!).

Największą atrakcją stolicy są niewątpliwie świątynie różnych wyznać - jest więc mauretańska synagoga, największa na Bałkanach, czwarta pod względem wielkości w Europie


rzut jarmułką dalej stoi meczet Bania baszi, z XVI wieku, jedyny nadal czynny w stolicy


budynek chyba nie jest w najlepszym stanie, bo w środku stoi metalowy szkielet, trzymający ściany


Meczet ogólnie stoi w ścisłym centrum, tuż obok resztek ruin antycznej Serdici, rzymskiego miasta, które dało początek późniejszej Sofii. Zaraz za ruinami stoi niewielka cerkiewka z XIV wieku - Sweta Petka Samardżijska.


W tym miejscu krzyżują się dwie linie metra (i znowu Polska zostaje w tyle), a dookoła wznoszą się budynki z okresu komunistycznego - monumentalne, pompatyczne, ale nie takie znowu brzydkie. Najważniejszym z nich jest dawny Dom Partii, czyli budynek KC, obecnie miejsce spotkań posłów.


Ciekawe, że komunistycznym dygnitarzom nie przeszkadzało sąsiedztwo cerkwi i meczetu - w Bukareszcie pewno dawno by je wysadzono w powietrze...

Kawałek dalej inna cerkiew, potężna Sweta Nedela.


Obecna cerkiew powstała ogólnie w XIX wieku (starą zniszczyło trzęsienie ziemi), a do zbiorowej świadomości przedostała się w 1925 roku, kiedy komuniści dokonali tutaj zamachu bombowego, chcąc zabić cara. Borys III ocalał, bo przebywał gdzie indziej, ale zginęło kilkaset, najczęściej niewinnych osób. Czegóż jednak się nie robi w imię pokojowej, szczytnej idei...

Między hotelem Sheraton a pałacem prezydenckim kryje się cerkiew św. Jerzego - rotunda pochodząca z VI wieku naszej ery (kopułę dodano później).



Burzliwe miała dzieje (łącznie z zamianą na meczet oraz w magazyn), obecnie jest dużą atrakcją turystyczną. Obok niej można obejrzeć fragment prawdziwej rzymskiej ulicy i ruiny rzymskich łaźni dawnej Serdici. A kilkadziesiąt metrów dalej główne wejście do pałacu prezydenckiego.


Wracamy do dawnego budynku KC - za nim rozciąga się szeroki plac Battenberg, przy którym do 1999 wznosiło się mauzoleum komunisty Georgi Dimitrowa (wysadzono je w powietrze). Jest tu także dawny pałac carski, po sfałszowanym plebiscycie i obaleniu monarchii w 1946 zamieniony w Galerię Sztuki.


Wspominałem już o rzymskich ruinach - czasem można się natknąć na zaskakujące perełki - np. pozostałości antycznego amfiteatru w jednym z hoteli!


Ile takich skarbów kryje jeszcze sofijska ziemia, tylko Zeus raczy wiedzieć...

Największą i najwspanialszą świątynią stolicy jest Sobór Aleksandra Newskiego.


Sobór zbudowano na przełomie XIX i XX wieku ku czci Rosjan i cara Aleksandra II, w podziękowaniu za pomoc w wyzwoleniu kraju z rąk Turków (stąd nadal silne ciągotki rosyjskie wśród Bułgarów). Jest to potężny budynek, największy tego typu na Bałkanach, mogący pomieścić 5 tysięcy ludzi. Jego kopuły pokryto warstwą złota, które w latach 60. XX wieku przekazały władze ZSRR.


W środku ogromna przestrzeń, która była świadkiem tak dramatycznych wydarzeń, jak msza pogrzebowa w 1943 roku ukochanego cara Borysa, zanim trumnę wywieziono do monastyru Rilskiego. Przy głównym ikonostasie stoi tron carski, pusty od 1946 roku - Symeon II, po powrocie po latach wygnania do kraju, też na nim nie usiadł, choć mu to proponowano.


W tym samym okresie co w Sofii również w Warszawie wybudowano bardzo podobny sobór Aleksandra Newskiego, zburzony w okresie międzywojennym jako symbol rosyjskiego podboju. Jego dzwonnica była najwyższą budowlą w Warszawie. Chichot historii sprawił, że trzydzieści lat później kolejny "car" wybudował w pobliżu kolejną "świątynię", która do tej pory jest najwyższa w mieście Very Happy

Po sąsiedzku z soborem graniczy Bazylika Sweta Sofija - to prawdziwy bizantyjski kościół z czasów Justyniana Wielkiego.


Podczas okupacji tureckiej był meczetem, który ciągle niszczyło trzęsienie ziemi, co Turcy uznali za gniew chrześcijańskiego Boga. Potem popadł w ruinę, ale w 1878, po wygnaniu Turków, odbyła się tutaj uroczysta msza z udziałem rosyjskich oficerów z generałem Hurko na czele (w Kongresówce ten ostatni znany jest jako wielki rusyfikator). Przy bocznej ścianie w 1981 roku stanął Pomnik Nieznanego Żołnierza.


Gdy znudzą nam się cerkwie (których jest oczywiście znacznie więcej), można pójść odpocząć do Parku Miejskiego, przy ładnej Galerii Sztuki (w sąsiedztwie są współczesne rzeźby typu "Syn wyciągający Matce kozy z nosa")...


...albo polansować się na Bulwarze Witosza, gdzie umalowane lachony kuśtykają na swoich dużych szpilkach.


Po zmroku Sofia nabiera jeszcze uroku, zwłaszcza, że robi się chłodniej...


i nawet rządowe budynki w centrum nabierają jakiejś tajemniczości w świetle księżyca Wink


Ostatni poranek w Bułgarii to, oprócz przemaszerowania długą aleją Macedonia do pomnika Aleksandra, identycznego jak ten na przełęczy Szipka, poszukiwanie jakiegoś marketu na większe zakupy. Udało się go znaleźć dopiero na przedmieściach...

Sofia, podobnie jak np. Skopje, otoczona jest górami - Witosza. W podgórskiej dzielnicy, Bojana, znajduje się cerkiew o tej samej nazwie, wpisana na listę UNESCO. Z zewnątrz może nie powala, ale w środku znajdują się bezcenne średniowieczne freski.



Obok cerkwi skromny grób królowej Bułgarskiej, Eleonory, urodzonej w Trebschen, czyli dzisiejszym Trzebiechowie pod Zieloną Górą.


Wyjazd ze stolicy nastąpił bez większych problemów, podobnie jak droga w kierunku granicy serbskiej, znów w otoczeniu gór.


Korek na przejściu na 45 minut czekania (jak dla mnie to stracone 3 kwadranse) - Bułgarzy są sprawni, ale Serbowie jak zwykle lecą w ciula... większość aut to Turcy na zachodnich blachach, choć są wyjątki - Brytyjczyk przede mną ewidentnie był etnicznym Brytyjczykiem, co pewnie spowodowało, że kontrolowano go bardzo dokładnie. Gdzieś z boku widać, jak jakiś Niemiec musi wypakowywać cały bagażnik, a między autami łażą podejrzane typy i brudnymi szmatami "czyszczą" szyby.


w końcu jednak wkraczają serbscy pogranicznicy i zwijają całą bandę Smile

A sama Bułgaria? Kraj niewątpliwie warty odwiedzenia, mili ludzie, ceny przyzwoite, sporo pięknych zabytków i krajobrazów. W mojej bałkańskiej hierarchii trafia na miejsce numer 3 Wink

Cała galeria z Sofii:
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
dmirstek


Dołączył: 23 Gru 2007
Posty: 968
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Czekałem na tę relację, w sumie podążaliśmy przez miasto identyczną trasą Wink Muszę Cię nieco zasmucić - w Sofii jest jedna linia metra, krzyżująca się sama ze sobą (takiego bajeru w Warszawie nie ma) i zmieniająca na przedmieściach swój numer Wink

Chyba muszę i ja odkopać swoje zdjęcia z Bałkanów...
Zobacz profil autora
Pudelek
Ogarniacz kuwety

Dołączył: 10 Lis 2006
Posty: 5794
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Oberschlesien, Kreis Nikolei und Kreis Oppeln

mi to jednak ewidentnie wygląda na dwie linie i tak też jest wszędzie traktowane Wink

[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
Pudelek
Ogarniacz kuwety

Dołączył: 10 Lis 2006
Posty: 5794
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Oberschlesien, Kreis Nikolei und Kreis Oppeln

pora dokończyć ten dramat Wink

znowu w Serbii - na początku ruch umiarkowany, jedzie się nieźle. Staję w najbliższym mieście, czyli w Pirocie, w celu wymiany waluty (na granicy kurs był oczywiście zbójecki). Przy okazji okazuje się, że jest tutaj całkiem fajny zamek z XIV wieku.


Po powrocie do auta okazuje się, że kręcą się przy nim policjanci... obchodzą dookoła, zaglądają do środka, jakby nigdy nie widzieli Focusa. Zakazu nie widziałem, nie wiem o co im chodzi - odczekujemy, aż sobie pójdą i zaczną zaczepiać kierowców po drugiej stronie ulicy, po czym szybko odjeżdżamy.

Na drodze w kierunku Niszu psuje się pogoda, zaczyna nawet padać, właściwie po raz pierwszy od czasu wyjazdu ze Śląska (nie licząc kilku kropel podczas jazdy nad Morze Czarne). Cel na dziś to Belgrad, ale jest młoda pora, więc zahaczamy jeszcze o sam Nisz - centrum miasta zwiedziłem przed rokiem, więc postanawiam zajrzeć do Mediany, gdzie znajdują się ruiny pałacu Konstantyna Wielkiego.

Niestety, ruiny okazują się zarysem fundamentów wśród trawska i zamkniętym budynkiem, kryjącym mozaiki.


W dodatku od strony gór nadciąga potężna burza - czym prędzej uciekamy z otwartego terenu, już wśród błysków. Jej środek dopada nas na stacji benzynowej - kiedy wychodzę z auta piorun strzela kilkaset metrów od nas: zjeżone włosy, świst i huk jak po wybuchu bomby, aż wszyscy podskoczyli, a na całej tankszteli padły komputery...

Autostrada do stolicy mocno zatłoczona - to Turcy wracają na Zachód... i od razu zmienia się klimat jazdy. Wbrew obiegowym opiniom nie uważam bałkańskich kierowców za wariatów - moim zdaniem jeździ się tutaj w miarę normalnie, poziom chamstwa niższy niż w Polsce. Oczywiście jest większy chaos, ale w tym chaosie jest metoda. Natomiast Turcy, w swoich wypasionych mercolach, zachowują się jak panowie i władcy - na maksa, światła, migania, wciskanie się, puść króla. Widać jednak przepaść mentalną dzielącą mieszkańców Bałkanów a Turków.

Symbolem tureckiej dominacji są wszechobecne zajazdy z żarciem halal.


Rok temu spałem w Belgradzie na sympatycznym kempingu w dzielnicy Zemun, ale stamtąd było daleko do centrum, wiec w tym roku zaklepałem hostel, "najtańszy w stolicy". No i zaczęło się jego szukanie... najpierw trzeba było zaparkować samochód, co w Belgradzie graniczy z cudem - stanąłem właściwie na skrzyżowaniu i gdzie tu może być hostel? Na właściwej ulicy brak tego numeru - łazimy w kółko, w końcu okazuje się, że hostel jest... na ostatnim piętrze bloku mieszkalnego Wink



Hostel to właściwie dwa mieszkania (pod prysznic trzeba przejść przez klatkę schodową Very Happy) z uroczym widokiem z sypialni...


Najbardziej masakryczna jest winda - w środku trzeba docisnąć drewniane drzwi, a podłoga wydaje się być z dykty! Mieści tylko dwie osoby, jak jechaliśmy w trójkę to miałem wrażenie, że zaraz spadniemy w dół Very Happy

Ale przynajmniej hostel znaleziony - pora wrócić po auto. Z przerażeniem obserwuję, że znowu kręci się koło niego policja! Na szczęście akurat wlepiała mandat sąsiadowi, więc udało mi się odjechać i zaparkować na śmietnisku przed blokiem Wink

Zapewne atutem, poza widokami, jest położenie hostelu - praktycznie na przeciw głównego dworca. Do centrum jest więc bliziutko - po zmroku można obejrzeć, jak zagospodarowano nabrzeże nad Sawą.


Pora znaleźć jakieś żarcie - przez przypadek trafią się restauracja o intrygującej nazwie ?. Mieści się w XIX-cznym zajeździe, cudem przetrwały wśród współczesnej zabudowy - ceny może nie najniższe jak na Serbię, ale trzeba wydać dinary no i jest masakrycznie pyszne!


Do talerza przygrywa jakiś zespół - skocznie, lecz z minami, jakby właśnie u nich PIS wygrał wybory - a między nogami kręci się kocur, podobno dziki i niebezpieczny. Szybko go obezwładniłem Wink

Jest czwartek, ale miasto już szykuje się do weekendu, widać grupy lachonów polujące na imprezy. Ja planowałem zajrzeć jeszcze do spelunek w parku niedaleko hostelu, ale te już były zamknięte Sad

W piątek rano jeszcze jakieś zakupy, fotografuję też ciekawy budynek, na którym znalazłem napisy z czasów austro-węgierskiej okupacji Belgradu w latach 1915-1918.


Inne odkrycie to wrak parostatku na Sawie...


Wyjazd z Belgradu był bezproblemowy, trochę więcej zajęło przejechanie przez Nowy Sad. Ostatnim postojem na serbskiej (lecz już nie bałkańskiej ziemi) było miasteczko Bač (Bács), słynące z kilku zabytków. Najciekawszym są ruiny zamku, wybudowanego w XIV wieku przez węgierskich królów...


Przed zamkiem mijamy autokar Węgrów, zwiedzający swoją dawną Ojcowiznę...

Oprócz zamku w Baču są m.in. resztki murów miejskich z bramą, franciszkański klasztor, sypiący się katolicki kościół i ruiny tureckiej łaźni, jedyne takie w Wojwodinie (generalnie miejscowość uchodzi za "najbardziej średniowieczną" w prowincji).




Było coś dla ducha, jest i dla ciała - za resztkę dinarów kupuję liter rakiji (niedoszły prezent dla Dakoty na Starych Wierchach Very Happy)

Na granicy unijnej luzik - Serbowie mają wszystko w dupie, Węgier pyta czy byłem na wakacjach, ile mam cygaretów i mogę jechać - całość zajęła mi może z 7 minut. Kieruję się na Mohacz, ale tym razem mam zamiar przepłynąć tam promem, bo w mieście przez Dunaj nie ma mostu. Prom rzeczywiście jest, koszt to około 25 złotych i dobrze, że można płacić w euro. W sumie dość wysoki koszt jak na atrakcję trwającą z 3 minuty...



Weekend, też podobnie jak rok temu, zaplanowałem nad Balatonem, w znanym mi i lubianym Balatonföldvár. Niestety, w sobotę rano leje i piękne plany byczenia się z alkoholem na plaży poszły w pizdu. Pozostaje alkohol na kempingu i gdzie popadnie...


Około południa przynajmniej przestaje padać, więc dokonujemy krótkiej kąpieli - nawet mewy wyglądają na wstrząśnięte.



W niedzielę na szczęście nie pada, więc rano udaje mi się nawet trochę pobiegać, ale zaraz potem trzeba się zbierać do domu. W drodze na Śląsk jeszcze dwa przystanki:
- w Lebeny, gdzie z autostrady widać kościół z romańskimi rodowodem, w otoczeniu kilku pomników.



- w Rusovcach (to co prawa dziś Słowacja, ale historycznie najprawdziwsze Węgry). To najmłodszy nabytek Czechosłowacji, bo wraz z dwiema okolicznymi wsiami włączono je w jej granice dopiero w 1947, nie dziwi więc spora grupa Węgrów nadal tu mieszkająca oraz garstka Niemców (stanowiących kiedyś większość) - w kościele odbywa się akurat nabożeństwo po niemiecku...


Oprócz kościołów w Rusovcach są też skromne ruiny Gerulaty - rzymskiego obozu wędrownego, oraz wiecznie remontowany kasztiel.



I to by było na tyle tegorocznej przygody... przepraszam za przynudzanie, odważnym czytającym dziękuję i gratuluję Wink


Ostatnio zmieniony przez Pudelek dnia Nie 23:49, 17 Lis 2013, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
andre


Dołączył: 13 Wrz 2007
Posty: 494
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

wiem, wiem, chcesz aby zaprzeczyć.
To ja zaprzeczam, nie przynudzasz i szkoda, że koniec.
No ale jest przyszły rok.
Zobacz profil autora
dmirstek


Dołączył: 23 Gru 2007
Posty: 968
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Prześledziłem całą relację. Miło było poczytać/pooglądać.
Zobacz profil autora
guzikmichal85


Dołączył: 03 Mar 2014
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Marzy mi się podróż do Odessy.
Zobacz profil autora
mirek


Dołączył: 27 Maj 2008
Posty: 1963
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: wodzisław śląski

guzikmichal85 napisał:
Marzy mi się podróż do Odessy.
Mnie toże.
Zobacz profil autora
Nad Morze Czarne i z powrotem - czyli powrót na Bałkany
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 2 z 2  

  
  
 Odpowiedz do tematu