Forum BESKIDZKIE FORUM Strona Główna


BESKIDZKIE FORUM
"Tak mnie ciągnie do gór..."
Odpowiedz do tematu
Wschodnie Karkonosze (Kowarski Grzbiet)
buba


Dołączył: 20 Kwi 2006
Posty: 3022
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: oława

Wycieczke rozpoczynamy w Kowarach. Zaraz za osiedlem i ogrodkami dzialkowymi odnajdujemy wiatke w ktorej oglaszamy przerwe na pierwsze piwo! Jest stad ladny widok na miasto. Przy wiatce jest spory betonowy gril a scienne napisy swiadcza ze jest to ulubione miejsce biesiad kowarskich licealistow.



Trzy lata temu musiala tu przechodzic solidna i pamietna burza. Jest to udokumentowane tabliczka na pniu drzewa a wiata jest zwana "chatka pod piorunem".





Siedziac sobie we wiatce slyszymy ze z miasta niosą sie spiewy, dzwieki skocznej muzyki gitary i harmonii, gwizdy i przytupy. Jak nic musi byc jakis festyn! Dokladnie daja sie slyszec rozne stare piosenki biwakowe, ktore kojarze z lat prawie niemowlecych, z ognisk i gorskich imprez w latach 80-tych, na ktore zabierali mnie rodzice niosąc na plecach albo ciagnac mozolnie po wyboistych drogach w wozeczku. Niosą sie po gorach slowa i dzwieki "Rajdowej dziewczyny", "Bandy", "O Maryjanno", "Hej tam pod lasem".. I tam, pod ta wiatą, staczam jedna z trudniejszych walk ze samą soba jakie pamietam z ostatnich lat Wink Isc tam, na festyn, czy tak jak planowalismy w gory?????.. Nie trafilam jeszcze nigdy na festyn o tak fajnym repertuarze! Walka trwa okolo godziny, podczas ktorej wysluchujemy jeszcze wielu fajnych piosenek. W koncu wygrywaja gory..
A w niedziele znajdujemy plakat informujacy dokladnie co nas minelo.. Byl to "Spiewograj ludzi wieku senioralnego" Very Happy
Kurcze, wiedzac o tym odpowiednio wczesniej zapewne dałoby rade wszystko razem połączyc!



Ruszamy. Okolica obfituje we wiaty. Na trasie do lesniczowki Jedlinki mijamy jeszcze dwa wiatowe okazy.





Mijamy stary przydrozny kamien



Przy drodze przynajmniej co sto metrow stoja tablice edukacyjne. Mozemy sie z nich dowiedziec roznych fantastycznych prawd dotyczacych lasu np.
- Czasem las moze powstac bez pomocy czlowieka ale jest to rzadkie i trudne.
- Czlowiek musi bronic lasu przed zwierzetami.
- O las trzeba dbac bo jest potrzebny. Jego glownym celem jest dostarczanie czlowiekowi drewna na meble i opał.

Na naszej trasie mozna tez uzyc na wszelakich grzybach nadrzewnych







Znajduje tez sliczne piorko! Moze ktos wie jaki gatunek ptactwa takowe gubi??



Przekraczamy spory potok. Pod wodospadem utworzyl sie solidny bunior. Ech...zeby to teraz byl upał jak przystalo na koniec czerwca... Tak powiedzmy np. plus 35.. Ale bylaby cudowna kąpiel w tym miejscu! Woda pewnie jest conajmniej po pas , mozna by poplywac i do tego lejący sie na łeb wodospad






Wkraczamy na tereny opuszczonej osady Budniki. Wieś powstala wysoko w gorach w czasie wojny trzydziestoletniej. Ukrywali sie tu mieszkancy Karpacza i Kowar uciekajacy przed dzialaniami wojennymi. Wojna sie przedluzala wiec tymczasowa osada powoli zmieniala sie w stała. Nigdy nie byla to duza wieś , w porywach kilkanascie domów. Była tu tez malutka szkola. Ludnosc trudnila sie hodowla, gospodarka lesna, przemytem i kłusownictwem. Z czasem coraz czesciej zagladali tu turysci, byla mozliwosc noclegu i wyzywienia dla nich. Od listopada do marca do doliny nie docierało słonce. Stad tez hucznie obchodzone tu byly dwa swieta "pozegnania i powitania słonca". Zima osada byla odcieta od swiata, snieg zasypywal domy po dachy, a sasiedzi odwiedzali sie wyłazac z chaty przez komin.
Po wojnie grasowali tu szabrownicy, pomieszkiwali drwale. Potem powstal tu osrodek studencki gdzie mlodziez wypoczywala i podreperowywala zdrowie. W latach 50 tych w Budnikach zaczeto szukac uranu. Osrodek studencki zamknieto, zaczeto drążyc sztolnie. Uranu nie odnaleziono ale miejscowosc wymarła na dobre.

Zostaly resztki scian, piwniczek, schodków, połamany fragment mostu i chłodny oddech wzburzonego strumienia.
Słonca nie bylo w dolinie. Mimo ze to czerwiec

















Dalsza trasa nie zgadza nam sie z mapą. Trzymamy sie zielonego szlaku ale zamiast isc Tabaczaną Sciezka szlak ten wchodzi na Czoło. Pojawiaja sie pierwsze dalsze widoczki.



Omijamy przełecz Okraj i odnajdujemy nasza wiatke. Jest to zdecydowanie wiata de lux. Nowa, szczelna, pachnąca. W srodku dwie szerokie ławy, duzy stoł, drzwi zamykane od srodka na skobelek. Jest tez pięterko ale wyjscie na gore wymaga sporych umiejetnosci akrobatycznych. Nie widze nocnego złazenia do kibelka. Bedziemy zatem spac na ławach.









Przed wiatką jest mini plac zabaw dla dzieci





oraz proekologiczne tabliczki majace na celu chyba zniechecenie turystow do smiecenia (kosza przy wiacie nie ma Wink )



Gotujemy pulpe a potem chowamy sie do wiaty raz z zimna a dwa zaczynaja nas pozerac meszki. Nie wiem skad ich tu takie ilosci i na dodatek ulubily sobie grzyzienie mnie po oczach i wlazenie do nosa.
Wieczór i noc jak na czerwiec sa mocno chlodne (potem nam mowili ze na Okraju bylo w nocy 5 stopni).

Spac kładziemy sie dosyc wczesnie. W srodku nocy budzi mnie warkot silnika. Przed wiate zajechało jakies auto, widac przez szczeliny mocne swiatła reflektorow. Ki diabeł? W nocy? Tak wysoko? W parku narodowym? Slychac trzaskanie drzwiami, silnik milknie a zaczyna byc slychac kroki i dwa gadajace po czesku glosy. Szarpia drzwiami wiaty ale żeby nam nie wialo zamknelismy drzwi na skobelek. Wyjscie ze spiwora jest ostatnia rzecza na jaka mam ochote o tej porze (gadanie w jezyku ktorego nie rozumiem tez nie stoi zbyt wysoko w rankingu Wink ). Zwlaszcza ze to jakos nie wyglada na turystow planujacych wlasnie poczestowac nas borowiczka i rozpoczac impreze z gitara... Udaje wiec ze spie. Nie pukaja, nie wołaja zeby otworzyc. Chwile swieca do srodka latarka przez dziury po sękach. Rozsiadaja sie na ławach kolo wiaty i gadaja glosno chyba z poł godziny. Mimo ze wytęzam wszystkie zmysły aby cokolwiek zrozumiec z tej gadki nie udaje mi sie złapac zadnego sensu. Jakies poszczegolne słowa. Toperz tez sie obudzil i tez nic nie zrozumial.. Z tonu glosow nie odnosi sie wrazenia aby byli radosni ( bo sa w pieknych gorach), wystraszeni (bo zaraz im wlepia mandat za jezdzenie po parku) albo wkurzeni (bo nie dostali sie do wymarzonej wiaty). Nie robia tez wrazenie podpitych. Jedyne co najbardziej przebija z ich rozmowy to jakby znudzenie. Cos jak rozmowa dwoch kumpli w autobusie w poniedzialkowy poranek w drodze do pracy.
Jakis czas pozniej slychac ze wstali i oddalaja sie pieszo w strone Sowiej przeleczy. Czyli auto zostalo. Ciekawosc okazuje sie silniejsza od zimna i snu. Wystawiam nos z wiaty. Auto stoi dosyc daleko. Chyba terenowka. Nie chce mi sie do niego podchodzic. Zwlaszcza ze własnie zaczal padac deszcz.
Patrze na zegarek. Jest godzina druga.
Zasypiamy. Jakis czas pozniej (nie wiem, juz nie patrzylam na zegarek, ale bylo jeszcze zupelnie ciemno) znow nas zbudzily glosy i warkot silnika. Znaczy wrocili i odjezdzali

Rano chyba gdzies od 6 slychac ruch na szlaku. Chyba glownie biegacze i rowerzysci. Kolo 10 opuszczamy wiate i chyba w sam czas bo zaczynaja od Okraju ciagnac istne pielgrzymki! Minelismy okolo 50 osob. Wszyscy przygladaja nam sie ze zdziwieniem ze suniemy pod prąd tej lawiny.

Nie wiem czemu ale przelecz Okraj jawila mi sie jako przedsionek piekła. Nigdy tu wczesniej nie bylam ale z opowiesci myslam ze to bedzie cos gorszego niz Karpacz, Szklarska i Stog Izerski razem wziete. Ze mnogosc wypicowanych pensjonatow, parkingow i nowych aut osiagnie takie rozmiary ze jedynym wyjsciem bedzie wsadzenie glowy do plecaka i pokonywanie dalszej drogi po omacku i biegiem Wink
No jest troche restauracji, hoteli i ludzi. Ale dominuje stara drewniana zabudowa.



A i auta zdarzaja sie fajne!



A juz calkiem zaczyna mi sie podobac to miejsce po polskiej stronie. Po opuszczeniu czeskiej czesci uderza cisza. Wkraczamy na stary asfalt tworzacy jakby parking przy drewnianych domach. Cos jakby troche zapomniane uzdrowisko albo stary kemping nad jeziorem. Zapach impregnatu do drewna. Kwitnacy krzew. Tuląca sie do okien kosodrzewina. Szum traw. Powiewa jakies pranie. Gdzie mysmy trafili?? Wzrok przykuwa tabliczka. Schronisko PTTK Okraj.







Obsluga jest wybitnie sympatyczna. Usmiechniete gęby. Chca pogadac a nie tylko "kupuj, płac i spadaj". Pytaja o nasza trase, gadamy o wiatach w okolicach, oprowadzaja po schronisku (jako ze wyrazilam chec zanocowania tu jesienia). Kupuje nalesnika. Drugiego dostaje gratis. Podgrzewaja mi piwo z korzeniami i miodem mimo ze nie ma takowego w cenniku. Oprocz nas w schronisku stołuje sie jeszcze tylko para odzianych w skóry harleyowcow, których postrzepione fragmenty ubran fukoczą na wietrze gdy pozeraja dymiacy zurek a w błyszczacych hełmach przeglada sie słonce. Jest jeszcze jakas babcia z wnuczkiem niejadkiem.
Wyjatkowo mi sie tutaj podoba!

Planujemy schodzic do Kowar zoltym szlakiem ale zaraz za Okrajem go gubimy. To w Polsce mozna jeszcze gdzies zgubic szlak? Very Happy Very Happy Zdecydowanie go nie szukamy! Zagłebiamy sie w plątanine uroczych stokówek a dzisiejsza trasa okazuje sie duzo bardziej widokowa niz wczorajsza!!!

















Po drodze duzo wyrębów.



Zastanawiamy sie dlaczego prawie wszystkie bele drewna lezace przy drodze sa "podziubane" w bardzo regularny sposob?



Na koniec Kowary. Miasteczko ciche, bardzo rozciagniete, pełne zabytkowej architektury.









I przyjazne kotom! Ktorych spotykamy tu przynajmniej kilkanascie.





wiecej zdjec
[link widoczny dla zalogowanych]
Zobacz profil autora
dmirstek


Dołączył: 23 Gru 2007
Posty: 968
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

Super wyprawa Wink

Polecam Ci przeł.Okraj wybitnie poza sezonem albo chociaż wieczorem - wszystko tam pozamykane, ludzi totalne zero, klimat wymarłego miasta pełnego drewnianej zabudowy Wink
Zobacz profil autora
Kris_61


Dołączył: 03 Wrz 2009
Posty: 723
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Bytom

Super wycieczka i miło sobie wspomnieć, ze się bywało w okolicy. Smile

Byłem tam wielokrotnie, ale po Kowarach nie łaziłem i widzę co straciłem. Na okraju tez bazowałem. Smile
Zobacz profil autora
Piotrek
Administrator

Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 5888
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Żywiec/Sienna

I jak zwykle z tym Bubowym klimatem. Ty to umiesz jakoś tak pokazać, że zawsze jest ciekawie
Zobacz profil autora
Brylant


Dołączył: 24 Lip 2013
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Gratuluję odwiedzenia najpiękniejszej okolicy, na prawdę jest gdzie chodzić, przynajmniej raz w sezonie muszę zaliczyć każde z tych miejsc Smile
Tak, jestem z Kowar Very Happy
Zobacz profil autora
AsiaKamien


Dołączył: 02 Paź 2013
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Te wiatki przewidziane dla zmęczonych wędrowców wyglądają świetnie.
Zobacz profil autora
eskimos


Dołączył: 18 Lis 2009
Posty: 281
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jędrzejów/Kraków

pióro mi się kojarzy z kaczką dziką Smile

a wędrówka świetna, fajne miejsca i te chatki, szałasy - genialne Smile
Zobacz profil autora
Gość



jest pieknie
Wschodnie Karkonosze (Kowarski Grzbiet)
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Odpowiedz do tematu